sobota, 28 maja 2016

Energia miasta.Kraków w maju.

Kraków.



To miasto od zawsze jest dla mnie magiczne. Wcześniej pociągało mnie swoim  romantycznym listopadowym spleenem, bo to właśnie w listopadzie przyjeżdżałam tu przez lata. Spacer po Plantach był brodzeniem w kolorowych liściach klonów, krótki dzień często bywał słoneczny, a jeśli padało, to na Brackiej.

 Jestem z Poznania, choć wczesne dzieciństwo spędziłam w małym mieście, w domu z ogrodem. Po przeprowadzce rodziny do dużego nie ustawałam w poszukiwaniu kontaktu z ziemią, drzewami, za moim blokiem jeszcze rosło zboże. Szło się z kocem i książką od wczesnej wiosny na  Cytadelę, do ogromnego parku miejskiego. Tam były wagary wiosenne i jesienne spacery, aż do cmentarza listopadowego włącznie.

Teraz lubię miasta, ale wyludnione. Obywatele z czasem zniknęli, wraz ze wzrostem zamożności przeniknęli do samochodów i pomykają na przedmieścia, na swoje działki.

 Niedzielny poranek, to był mój ulubiony czas na spacery, wyjątkowy, świeżo umyte ulice, wilgotne platany dające jedyny w swoim rodzaju zapach i nastrój sal muzealnych w Narodowym. Było w nim kilka obrazów paryskich impresjonistów, które zapadały w serce.


Przyszedł czas, kiedy sama  poznałam Paryż, Berlin, Barcelonę, Londyn. Ich krajobraz był różny, ale ludzie krążyli wszędzie tak samo. Krążyło też i wirowało powietrze.

W końcu i u nas się zmieniło.

Od czasu kiedy zaczęli zjeżdżać turyści, towarzystwo uliczne nieco się zmieniło.
 Widać inne twarze i słychać inne języki. Zadarte głowy i ciekawe spojrzenia. Energia miast się zmieniła.

W Krakowie może nawet ciut za bardzo.Weekend  trochę męczy, ale tylko trochę. Mam sposób na miejski hałas, zakładam duże słuchawki i chodzę z muzyką w głowie.
Dzięki temu inne zmysły mają szansę.

I teraz wiem, że jest jeszcze inny dobry czas na odwiedzanie tego miasta, mianowicie maj. Przerobiłam nawet na własny użytek piosenkę "Jak przygoda to tylko w ... Krakowie w Krakowie, a jak Kraków to w maju gdy kwitną bzy.A jak tańczyć to tylko walczyka w Krakowie, a jak tańczyć to z panem takim jak ty". Sorry Warszawo.

Bo tutaj, w samym środku miasta jest mnóstwo kwitnących drzew, nie tylko na Plantach, ale pomiędzy kamienicami są skwery, a i pojedyncze drzewa wciskają się i ciągną soki spod betonu. Akacje pachną słodko, czarny bez na Plantach miesza się z bzem lilakiem, konwalie z narcyzami. No i wczoraj, na płycie rynku doszedł  mnie zapach końskiego nawozu. Uśmiechnęłam się mimowolnie i zamyśliłam, bo nie wzbudził mojej niechęci. Chyba nawet wręcz przeciwnie.
Wczesne dzieciństwo, kiedy dziadek, miłośnik koni, sadzał mnie przed sobą na siodle, musiało mocno wdrukować ten zapach.
Kiedy to odkryłam, zaczęłam baczniej zwracać uwagę na zapachy, więcej, zaczęłam je kolekcjonować. Poszłam do manufaktury czekolady po zapach trufli, potem na pierogi po zapach ruskich i na gruzińskie wino,  które tez pachnie inaczej niż inne.
Na szczęście mieszkam nad samą Wisłą i chociaż przechodzę kilka razy dziennie przez most z mnóstwem samochodów, nie dochodzi mnie odór asfaltu i spalin, bo wiatr szybko go zabiera.



To miasto ma atmosferę, którą każdy musi odkryć dla siebie.

Nie należy zjawiać się wtedy kiedy smog i turyści dają się we znaki, tylko wybierać właśnie czas kwitnienia
.

Jesienią tu wrócę. Jestem uzależniona od zapachu teatru, jazzu i oczywiście galicyjskiego sernika. Ale tu już dochodzi inny zmysł.







A to już materiał na inną okazję do zwierzeń.


środa, 6 stycznia 2016

Moje częste podróże.

Moje częste podróżowanie, daje okazje do rozmów, bo korzystam z Bla Bla-caru więc zmuszona jestem,jakkolwiek to zabrzmi- toczyć konwersację.Decydując się na tę formę podróży wiemy czy kierowca lubi rozmawiać, przepada za tym, czy względnie znosi.Piszemy o tym w profilu.Ja lubię rozmawiać bo to skraca podróż, a poza tym nie przepuszczam okazji żeby poznać "historię czyjegoś życia".
Ostatnio kierowca którego wybrałam sam zaczął opowiadać historie ze swoich podróży.Niestety, jak prawie każdy Polak wszedł też w końcu na tematy polityczne, których nie lubię..Niechętnie aczkolwiek uprzejmie słuchałam.W końcu padła konkluzja, że wszystko to i tak rozpieprzą muzułmanie, którzy tu niedługo zapanują.
Tutaj zostaliśmy oboje zaskoczeni przez trzeciego pasażera który siedział z tyłu.
Był to młody może 18-letni chłopak, którego zabraliśmy z lotniska, w ostatniej chwili się zgłosił,wsiadł, od razu założył słuchawki, jak to dziś często  robią młodzi, prezentując totalny brak dobrego wychowania.Jeszcze gdyby się wyłączył ale okazało się, że uważnie się przysłuchiwał, o czym przekonaliśmy się w momencie kiedy padło to zdanie.Młodzieniec w następnych kilkunastu minutach do czerwoności rozpalił swój mózg, jak nakręcony gadał na temat zagrożenia najazdem muzułmanów na Europę.W konfrontacji z wiedzą jaka mam,o działaniu mediów i poziome strachu jaki starają się w społeczeństwie utrzymać, postanowiłam pociagnąć temat.
Zapytany skąd takie przekonanie, odpowiedział, że był kilka razy w Izraelu, właśnie stamtąd wraca.Ton i temperatura wypowiedzi świadczyły o emocjonalnym podejściu do tematu.Na koniec powiedział, -Kocham Izrael i bardzo podziwiam ten kraj.
Zastanawiałam się, co go sprowokowało i przypomniało mi się, że kierowca w swojej opowieści o podróżach min także do Izraela, wspomniał, że ciekawe jest to, że w ciągu ostatnich 8 lat Rzeczpospolita wydała kilkanaście tysięcy paszportów obywatelom tego kraju.
To rzeczywiście jest ciekawe, dla mnie. Dla innych widocznie  jest to powód do emocjonalnych reakcji.
Podróże kształcą, to pewne.

środa, 9 grudnia 2015

Reminiscencje.

Reminiscencje.

Nie lubię tej całej nagonki telewizyjno - reklamowej, tego wciskania promocji, nie znoszę centrów handlowych w ogóle, a szczególnie w okolicy Świąt Bożego Narodzenia. Ale lubię pięknie udekorowane miasta i domy na wsiach, feeria świateł na osiedlowych skwerach, udekorowane, zwykle szare ulice. Dzięki temu daje się przeżyć święta i nie zwariować.
 Przyznacie, że święta wyzwalają kreatywność.Reklam Saturna i tych nie dla idiotów znieść nie można, ale...
 Kiedyś jechałam z Zakopanego w świątecznym czasie, zboczyłam nieco z Zakopianki żeby nie utknąć w korku i jadąc przez Chochołów i inne wsie na Podhalu doznałam szoku. Zatrzymałam samochód by bliżej przyjrzeć temu co tenże szok spowodowało.Oto na balkonach, takich szerokich, jak w Tyrolu, stoją całe szopki świecące  wszystkimi kolorami tęczy, Maryja, Józef , dzieciątko Jezus,Trzech Króli, wszystko  naturalnej wielkości , oraz całe stada zwierząt.Kiczowate niewiarygodnie, ale w tym swoim odrealnieniu bajkowe.Razem z nastoletnimi wtedy córkami stałam na poboczu i gapiłam się na to wszystko sporą chwilę.
 Dziś natomiast natknęłam się w necie na takie coś i normalnie się wzruszyłam .Zresztą sami   popatrzcie


http://www.youtube.com/watch?v=zIEIvi2MuEk .